niedziela, 26 maja 2013

Półeczka na przyprawy

Od dawna marzyła mi się półeczka na przyprawy. Taka nie za duża, ale mieszcząca te najczęściej używane. Tym bardziej, że ja lubię próbować nowych smaków i ilość przypraw rosła i nie jeden raz coś na mnie wypadło, jak tylko otworzyłam półkę ;) Mój kochany mąż obiecał mi ją zrobić, ale ciągle coś było ważniejsze i pilniejsze. Po długim oczekiwaniu wreszcie ją mam. Chociaż wizja przeprowadzki jest coraz bliższa, to jednak i tak staram się upiększać mój aktualny domek, przecież będziemy tu w miarę często przyjeżdżać :) A tak wygląda mój zrealizowany projekt ;)






Półeczka została zrobiona z fragmentów palety, przywiezionej z naszego nowego M :)
Truskawkowe tło powstało nie tylko do ozdoby. Przede wszystkim ma zabezpieczać słoiczki w razie upadku ;)


Słoiczki z czerwonymi nakrętkami są pozostałością po czasach kiedyś Mikuś jadł z nich owocki. Obiadków nie jadał nigdy, bo mu nie smakowały :) Koszyczek to z kolei opakowanie po gwiazdkowym prezencie. Dorobiłam mu kokardkę i tym sposobem mam wszystko, co potrzebne pod ręką. Czerwony durszlak zabrałam od mamy. Nigdy go nie używała, a z czasem uznała za brzydki i niemodny. Dobrze, że sobie o nim przypomniałam i w porę zabrałam, bo dwa tygodnie później trafiłby na złom :)

Na dziś to tyle, ale jutro postaram pokazać coś więcej, bo ostatnio dużo się u mnie działo i dzieje nadal ;)


Dziękuję za każde odwiedziny i każdy komentarz.
Bardzo się cieszę, że do mnie zaglądacie :)
Buziaki!

wtorek, 21 maja 2013

Lampa w dwóch odsłonach

Kolejny tydzień spędziłam w garażu na malowaniu i przerabianiu różnych rupieci, jak to ma w zwyczaju nazywać większość mojej rodziny :) Sporo rzeczy jest zaczętych, ale albo schnie, albo nadal wymaga czegoś do zrobienia, więc na razie nie mogę ich pokazać. Udało mi się przerobić kolejną lampę. Dostałam ją od Grzesia dobre dziesięć lat temu. Brakowało mi jednak umiejętności, żeby ją jakoś odnowić. Może to i dobrze, bo miałam teraz mniej pracy :) Mam nadzieję, że jakoś uda mi się większość pokończyć, bo potrzebuje miejsca na kolejne moje pomysły. W kolejce czekają dwie szafki, szafa i stolik ;)



Przed 




Po wersja numer 1













Zdjęcia i samo ustawienie ma wiele do życzenia, ale jak zawsze robię w pośpiechu w czasie drzemki Mikusia. Wykorzystałam abażur od lampy, którą przerabiałam wcześniej. Był żółty, więc go pomalowałam i teraz zdecydowanie bardziej mi się podoba.


Po wersja numer 2











Miałam jakoś uatrakcyjnić abażur. Nawet kupiłam koronkę, ale jak przymierzyłam, to stwierdziłam, że tak wygląda najlepiej :) I takim to sposobem, a zwłaszcza tanim kosztem mam lampę, która może stać w wielu miejscach ;) A na niektórych zdjęciach widać na zewnętrznym parapecie moje bratki, które zniszczył nasz kot przybłęda. W jednej doniczce urządził sobie spanie, a drugą zrzucił. Wcale mi do śmiechu nie było, ale już ich nie uratuje niestety eh...


A to mój pomocnik w pracach ogrodniczych :)









Na koniec muszę się Wam pochwalić, że nasze warszawskie M zrobiło postępy wykończeniowe. Podłogi już są, teraz jeszcze listwy. A jutro ma przyjechać moja biała kuchnia. Oj będzie miał ten mój kochany mąż co skręcać ;)



Dziękuję za Wasze komentarze. Uwielbiam je czytać :)
Buziaki!

środa, 15 maja 2013

Pracowity tydzień

Wreszcie znalazłam chwilę żeby coś napisać, bo czasu starczało mi tylko na śledzenie Waszych blogowych poczynań i to nie zawsze mi się udawało :) Cały ostatni tydzień włącznie z weekendem był bardzo pracowity. Staram się jak najwięcej rzeczy i mebli odnawiać, bo wtedy czuję, że przeprowadzka jest coraz bliżej ;) Jednak nie zawsze mogę coś porobić, bo od poniedziałku do piątku zajmuję się Mikim sama, dopiero w weekendy mam męża, który może mi pomóc i zająć się bąblem, kiedy ja coś robię. Zostają mi jego drzemki i wieczory jak zaśnie. W obu wypadkach wszystko zależy ile mam farta danego dnia :) Drzemka może trwać 30 min, ale i 2 godziny, a ponieważ nie mam zdolności jasnowidzenia, nigdy nie wiem za co się wziąć ;) Generalnie przez ostatni tydzień zajmowałam się szlifowaniem, szpachlowaniem, malowaniem, sadzeniem kwiatów i grabieniem trawy :) Wszystko to przy najczęściej biegającym dookoła mamusi Mikim ;) Efekty prac "konserwatorskich" pokażę Wam niedługo :)



Niezapominajki zostały "uratowane" przed kosiarką :) Nie miałam tak wielkiego wazonu żeby mogły stać wszystkie razem, więc wylądowały w doniczce. Może i nie wygląda to za pięknie, ale najważniejsze, że nie więdną :)




Podobny los czekał stokrotki, więc też zerwałam ile mogłam. Za to goździki stoją od moich urodzin, czyli od 28 kwietnia :)







Te trzy śliczne białe dzbanuszki dostałam od babci, która stwierdziła, że u niej "tylko obrastają kurzem". Przyjęłam je z ogromną radością. Najpierw chciałam je rozdzielić i postawić w różnych miejscach, ale razem wyglądają najlepiej :)




Mój miniogródek powoli się rozwija. Dosadziłam dużo różnych kwiatów, niektóre zasiałam, ale najważniejszy jest koszt tego przedsięwzięcia, czyli wydane 0 zł ;) Większość kwiatuszków jest świeżo wsadzona i wygląda trochę na zwiędłe :) Po cichutku liczę, że się przyjmą i pięknie zakwitną. Muszę jeszcze zastawić tą nieszczęsną siatkę, bo nie mogę na nią patrzeć. 




A to widok  z góry. Wygląda to nadal marnie, ale za rok powinnam mieć już całkiem ładny ogródeczek :)


W niedzielę jeździliśmy po marketach budowlanych i oglądaliśmy listwy przypodłogowe. Uparłam się na białe takie wyższe, no powiedzmy około 10 cm wysokości. Mam nadzieję, że będą ładnie wyglądać, bo inaczej będę wysłuchiwać, że trzeba było wziąć pasujące do paneli :) Przy okazji wpadliśmy jak po ogień do Tesco, a że nie byłam w nim dobre 3 lata, to obleciałam szybko półki i przygarnęłam takie to drobiazgi. Nawet ich nie od metkowałam jak widać ;)




Dużo słońca kochane Wam życzę!
Buziaki!

wtorek, 7 maja 2013

Imieninowo

W sobotę były moje imieniny. Jak co roku świętuję razem ze strażakami, ale w tym roku był też Pierwszy Ogólnopolski Dzień Grilla :) No to nie mogłam się wyłamać i zrobiłam imieninowego grilla. Niestety pogoda znowu nie dopisała i musieliśmy siedzieć w domu, a grill stał samotnie na balkonie. Głównie dlatego nie ma zupełnie zdjęć z etapu pieczenia, ani jedzenia, bo jak już się pojawiło natychmiast znikało, ale to chyba dobrze ;) Dostałam też nowe prezenty. No wiem niektórym to dobrze :) Jak widać imieniny mam zaraz po urodzinach, więc czasem dostaje oba na raz i dlatego czasem jest ich dużo :) 





Puszki na przeróżne "przydasie" będą jak znalazł




Album na zdjęcia :)




Lampion wypróbowałam niemal od razu i pięknie rozprasza światło, więc będę go często używać :)







Ręczniki jak znalazł do mojej nowej łazienki :)




Butelki zostały po sobotnim grillu ;) Nie miałam sumienia ich wyrzucić, bo już widzę w nich jakiś ładny pojedynczy kwiatuszek :)




Ostatnio kupiłam sobie w Pepco dywanik łazienkowy i osłonkę. O ile dywanik wpadł mi w oko po raz pierwszy i stwierdziłam, że skoro tak dobrze pasuje, to lepiej go od razu kupię, to na osłonkę czaiłam się dłuższy czas i wreszcie spadła jej cena :)


A takie mamy widoki z balkonu. Aż miło usiąść z kawką i pogapić się na tą zieleń.














Buziaki!
Dużo słońca Wam życzę :)

niedziela, 5 maja 2013

Taaadaamm... cudowne krzesła mam :)

Szkoda, że długi weekend majowy już się skończył. Tym bardziej, że dopiero dziś była ładna i słoneczna pogoda. Mój kochany mąż nie miał wolnego, więc w domu pojawił się dopiero w czwartek wieczorem, ale i tak starałam się maksymalnie wykorzystać jego dłuższą niż zwykle obecność :) Dziś jak widać po tytule będzie o krzesłach. Któregoś razu przyjechały z Grzesiem z Wawy cztery krzesła. Poprzedni właściciele sprzedawali mieszkanie i krzesła nie były im już potrzebne, więc wylądowały w naszym garażu. I tak chodziłam koło nich dwa tygodnie, myśląc co z nimi zrobić. I wymyśliłam :) Jakby ktoś miał wątpliwości potrzebna była puszka białej matowej farby ;) No i materiał. Przypomniałam sobie o zasłonie, którą kiedyś dostałam od cioci. Miała wielką czerwoną plamę na środku, więc wcześniej planowałam z niej uszyć poduszki, ale stwierdziłam, że najpierw obiję nią siedziska, a na poszewki i tak mi zostanie :) Nie powiem, że pracy było mało, bo każde krzesło malowałam trzy razy, ale było warto.


PRZED







PO
















Koszt krzeseł to wartości jednej puszki farby, czyli całe 27 zł :) No i oczywiści moja praca, ale jak patrzę na efekt, to jestem z siebie dumna. I skromna oczywiście ;) Na razie stoją sobie w naszym salonie, ale pojadą z nami do naszego warszawskiego M. Muszę jeszcze znaleźć jakiś odpowiedni stół do nich :)

Buziaki!
Monika



środa, 1 maja 2013

Stolik

Od zawsze lubiłam bawić się wystrojem wnętrza. Nie da się policzyć ile razy przestawiałam meble w swoim pokoju wykorzystując do tego każdą dostępną siłę, jaka napatoczyła mi się pod rękę ;) Czasem spodobał mi się jakiś mebel, który przez większość mojej rodziny uważany był za rupieć i musiałam im tłumaczyć, że jak go naprawie i pomaluje to będzie piękny. No i kupowali mi te wszystkie farby i inne potrzebne akcesoria :) Dziś chcę Wam pokazać stolik, który kiedyś należał do mojego dziadziusia, a potem stał się moją wymarzoną toaletką. W swoim rodzinnym domu miałam pokój gdzie dominowała zieleń, dlatego też i moja toaletka oberwała na zielono :)


PRZED








Gusta się zmieniają, ale sentyment do tego dziadziusiowego mebelka mi pozostał, więc go przemalowałam. Na razie stoi sobie w naszym salonie, ale myślę, że pojedzie z nami do Wawy i możliwe, że stanie w przedpokoju. Tymczasem ustawiłam go tak, żeby nie przeszkadzał i co najważniejsze dosychał, więc tylko do zdjęć coś na nim stoi :)


P0










Może z czasem wymienię mu uchwyty, ale myślę, że i z tymi nie wygląda najgorzej :)
W najbliższym czasie pokażę Wam przerobione krzesła, bo już je prawie skończyłam i już teraz bardzo mi się podobają i nie zamieniłabym ich na nowe ;)


Mam nadzieję, że pogoda nam się poprawi i ten długi weekend będzie piękny i słoneczny. 
Buziaki!
Monika

niedziela, 28 kwietnia 2013

Urodzinowe prezenty

Gdyby nie fakt, że dostałam prezenty urodzinowe, to pewnie nawet bym tych urodzin nie odczuła :) Weekend a zwłaszcza niedziela, to dla mnie bardzo pracowity czas w ciągu tygodnia, dlatego nawet dziś i tak musiałam zrobić, co do mnie należy ;) Muszę Wam jednak pokazać, co dostałam. 



Od mojego kochanego męża dostałam pięknie pachnące goździki i lawendowy zestaw :)




















A to prezenty od mojej mamy :)











Ściereczka zasłaniająca logo sklepu jest tak piękna, że może śmiało pełnić rolę bieżnika :)


Oczywiście nie jest tak, że czytają mi w myślach i wiedzą, że akurat to chcę mieć ;) Po prostu w obu wypadkach będąc na zakupach kazali sobie pokazywać, co mi się podoba, i co by mi się przydało w moim nowym M :) No i mam co chciałam. Aż chce się powiedzieć juhu :-)

Mam też swoje blogowe marzenie: mieć wielu obserwatorów, bo jak na razie na liczniku widzę dwóch. Chociaż może nie jest to bez powodu. Może jestem straszną nudziarą, a może po prostu nikomu się nie podoba mój powoli kreowany biały świat. Mam nadzieję, że z czasem jednak będę mieć więcej stałych czytelników :) Z każdych odwiedzin i z każdego komentarza bardzo się cieszę, bo w realnym otoczeniu tak właściwie nie mam się  z kim podzielić tym co robię.

Pozdrawiam serdecznie!
Buziaki!