wtorek, 11 czerwca 2013

Wywalczony stoliczek

Bardzo Wam dziękuję za miłe słowa o mojej błękitnej paterce :)
Wielokrotnie wspominałam, że mieszkam na wsi. Spędziłam tutaj większość życia. Bardzo się cieszę, że miałam taką możliwość. Spacery po lesie to cudowna forma relaksu, co prawda odstraszają mnie kleszcze, bo jakoś mnie lubią ;) Lata temu (no tak powiedzmy z 13) byłam na takim spacerze i jak zawsze podziwiałam głupotę ludzką patrząc na wyrzucone śmieci. I wtedy zobaczyłam coś co mnie zainteresowało. Pod drzewem stał metalowy stelaż z pięknie wykrzywionymi nóżkami i dwoma półeczkami. Wiedziałam do czego kiedyś służyło. W stelażu było miejsce na dużą emaliową misę, która była zlewem do mycia naczyń lub umywalką. Niestety nie wiem jak to się prawidłowo nazywa. Moi dziadkowi mówią na to wodniarka. No i nie wiele myśląc zabrałam to zardzewiałe żelastwo ze sobą ;) Wiedziałam, że po odcięciu półeczki, którą miał wokół dziury na michę i dodaniu blatu będzie moim stolikiem :) Dotaszczyłam to do domu. I jak mój tata to zobaczył, to najpierw parsknął śmiechem, a potem kazał mi to odnieść z powrotem. Wierciłam mu dziurę w brzuchu dwa lata :) I wreszcie skapitulował i mi pomógł, bo trzeba było odciąć ten kawałek metalu ;) Potem jęczał jak mi wycinał okrągły blat, ale na koniec powiedział, że całkiem dobrze wygląda ;) 


Tak wyglądał do tej pory. Zapomniałam pstryknąć zdjęcie, więc już mu zdążyłam zerwać zniszczoną okleinę. 



A tak prezentuje się w bieli :)










Bardzo się cieszę, że zostanie ze mną na dłużej. Dla mnie jest wyjątkowy i niepowtarzalny :)


Zapraszam wszystkich odwiedzających do zostania na dłużej :)

Buziaki!
Monika


niedziela, 9 czerwca 2013

Patera z truskawkami

Nareszcie mieliśmy słoneczny weekend, co prawda bez burz i deszczu padającego znienacka się nie obyło :) Za to wreszcie jadłam truskawki. Jeszcze im trochę brakuje do ideału, ale i tak wcinałam z apetytem ;) A przez tą zmienną pogodę moje kwiatki nadal pochowane eh...




Od dawna marzy mi się patera Ib Lursena. Mogłaby być błękitna, biała lub różowa. Każdą bym przygarnęła, ale na razie mam ważniejsze wydatki, jak choćby łóżko ;) Dlatego postanowiłam sama zrobić błękitną paterkę. W głowie miałam gotowy projekt od bardzo dawna, ale musiałam poczekać aż babcia oswoi się z perspektywą oddania mi wazonika ;) 


Tak wyglądał mój zestaw "startowy"




To już efekt sklejania




A to moja błękitna paterka. Ib Laursen to nie jest, ale mnie bardzo cieszy :)






Przy okazji zakupów kupiłam niebieskie naczynia ceramiczne do zapiekania. Jak na nie spojrzałam to już widziałam w nich naszą kolacje ;)



Życzę słonecznego tygodnia. Najlepiej bez deszczu :)
Buziaki!
Monika

czwartek, 6 czerwca 2013

Flowers

Pamiętacie moją półeczkę na przyprawy? To było drugie podejście moje męża do tego tematu. Pierwsze  mijało się z moją wizją półeczki ;) I własnie po tej nieudanej próbie została mi taka rameczka zrobiona z kawałków palety. Nie dałam jej zniszczyć, bo jak ją zobaczyłam to stwierdziłam, że będzie z niej idealna skrzyneczka. Spód powstał z resztek naszej podłogi w warszawskim M :) No i mam własnej produkcji skrzyneczkę.






 Dziś wreszcie udało nam się pojechać na zakupy. Skapitulowałam i kupiłam też trochę kwiatuszków na balkon, ale w sobotę muszę dokupić i dopiero wsadzę wszystkie razem. Zresztą pogoda jest tak piękna, że wszystkie kwiatuszki stoją pochowane pod zadaszeniem ;)




Pelargonie kupiłam z myślą o lawendowych koszyczkach






Nie byłabym sobą gdybym nie kupiła też jakiegoś drobiazgu. I tym sposobem przypadkowo znalazłam zajączka. Urzekło mnie to oklapnięte ucho :)  Ubawiłam się widząc kubki z motywami charakterystycznymi dla świąt Bożego Narodzenia i masę jajek. Nie wiem czemu nadal w tym markecie budowlanym mają taki asortyment. Dobrze, że chociaż przecenia była ;)






Do tej pory nie miałam pucharków, więc jak zobaczyłam cenę: 1.99 zł i możliwość wybrania wzoru, to jakoś nie mogłam się powstrzymać i kupiłam sześć sztuk :)






Od rana nie pada i na razie nie widać chmur deszczowych, co prawda słońca też.
Może już koniec tego naturalnego podlewania ;)
Buziaki!
Monika

wtorek, 4 czerwca 2013

Pastelowy świat koszyków

Wiklinowe kosze i koszyki każdego rodzaju i każdej wielkości po prostu kocham. Mam swoje stałe miejsce, gdzie kupuję tego typu wyroby i jeszcze mi się nie zdarzyło wyjść z pustymi rękami. Zawsze znajdę coś, co muszę mieć. A najbardziej mnie cieszy, że nie wydaje na to całej zawartości portfela :) Tylko część koszyków kupiłam niedawno. Reszta to moje wcześniejsze nabytki.


Tak wyglądały przed malowaniem


Tak w trakcie suszenia


A tak po metamorfozie


Trzech białych koszyków nie miałam zamiaru malować. Niestety zmusiła mnie do tego pogoda. Kupiłam je już białe i stały w nich kwiatuszki na balkonie, ale po starciu z ulewnymi deszczami zaczęła z nich schodzić farba.




Trzy lawendowe koszyczki kupiłam z przeznaczeniem na balkon. Najpierw miały wisieć na balustradzie, ale wykiełkował mi pomysł z użyciem takiego samego płotku, jaki ostatnio zamontowałam przy ogródku. Teraz muszę tylko go przemalować na biało i dopasować wielkością do miejsca, w którym ma stać :) I na nim dopiero zawiesić koszyczki z kwiatuszkami.


 Bardzo spodobała mi się idea pigmentów i robienia przy ich użyciu swojego wymarzonego koloru. I tak podziwiając u Was cudne miętowe dekoracje postanowiłam mieć coś w kolorze mięty u siebie. 




Dwie teraz już niebieskie osłonki jakiś czas stały na kuchennym parapecie. A kupiłam je płacąc za każdą 3 zł :)






Zdjęcia są słabej jakości, bo niby robione o 10 rano, ale akurat była burza, więc światło "sztuczne" było konieczne ;)

A na koniec muszę Wam pokazać coś, co jest moim spóźnionym prezentem urodzinowym :) Ciągle coś nam przeszkadzało w spotkaniu i dostałam swój prezent ponad miesiąc później ;) Będą jak znalazł do nowej kuchni.


Dziękuję za przemiłe komentarze pod ostatnim postem. Pierwszy raz robiłam przetwory i mrożonki z warzyw oraz ziół i bardzo mnie to cieszyło kiedy w środku zimy jadłam coś, czego nijak nie można dostać w sklepie, a jak już jest to cena kosmiczna :)
Jeszcze raz dziękuję i przesyłam buziaki!
Monika

niedziela, 2 czerwca 2013

Moja mała spiżarnia

Pogoda ostatnio nas zupełnie nie rozpieszcza. Czwartkowa ulewa niemal doszczętnie zniszczyła mi kwiatki na balkonie. Pech chciał, że akurat nie było mnie w domu i w efekcie mimo, że było schowane pod zadaszeniem to i tak konkretnie oberwały. Wszystko stało w wodzie eh... Przy takiej pogodzie to aż się wszystkiego odechciewa. Żal mi Mikołajka, bo biedula zupełnie nie rozumie dlaczego nie może na dwór wyjść i stoi pod drzwiami, a zła mama nie chce z nim iść :) Przy okazji ostatniego sprzątania stwierdziłam, że wreszcie zrobię zdjęcia mojemu zeszłorocznemu urobkowi przetworów. Ciągle to odkładałam. Raz nawet wytarłam wszystko z kurzu i już miałam robić zdjęcia, ale znowu było coś ważniejszego :) Dlatego na dzisiejszych widać kurz, a jakże i to całkiem sporo ;) Muszę się przyznać, że w ubiegłym roku pierwszy raz robiłam jakiekolwiek przetwory, ale jak do tej pory wszystko co otworzymy nam smakuje. Całkiem sporo nam jeszcze zostało, a tu sezon truskawkowy zapasem.



















Spiżarnia nie ma osobnego pomieszczenia. Półki stoją pod schodami prowadzącymi z garażu do domu.
Nie mam nawet takiego typowego regału tylko zwykłe półki. Ta widoczna na pierwszym zdjęciu to moja dawna półka na książki, którą dawno temu zrobił dla mnie Grześ  ;)  A drugą wytargaliśmy ze stodoły, bo była nam potrzebna :) Na pewno coś w tym roku tam dołożę. Zaczynamy od truskawek :)


A pogoda przyczyniła się do wzrostu czytelnictwa w naszym domu ;)


Dziękuję za każde odwiedziny i każdy komentarz.
To dla mnie bardzo ważne, bo widzę sens w tym co robię i nie czuję się osamotniona ze swoimi zainteresowaniami :)
Życzę Wam miłego tygodnia.
Buziaki!

środa, 29 maja 2013

Warszawskie M

Na wstępnie chciałam Wam bardzo podziękować za wszystkie miłe komentarze pod ostatnimi postami. Nie spodziewałam się, że huśtawka aż tak się spodoba. Zwłaszcza, że wymaga jeszcze malowania, które powinno ją upiększyć ;) Dużo mnie w tym tygodniu, ale tyle się dzieje i zmienia, że muszę w miarę na bieżąco o tym pisać, żeby się nie zgubić. A dziś obiecane warszawskie M. Z góry przepraszam za bałagan i to jak wygląda, ale to nadal plac boju, więc innych mieć nie będę. Przynajmniej na razie :) Powinnam też wspomnieć, że byłam w tym mieszkaniu raptem trzy razy do tej pory. Za każdym razem nie dłużej niż 30 minut, więc oglądam je tak samo jak Wy - na zdjęciach :) No to zaczynamy wycieczkę.

Wejście do mieszkania od strony zewnętrznej


Wejście do mieszkania od strony wewnętrznej


Przedpokój







Kuchnia

W kuchni i przedpokoju pomalowaliśmy ściany na ten sam kolor, bo nic je od siebie nie oddziela. Nie wiem jak ten kolor wygląda na żywo. Może będzie ok :) Przy następnym malowaniu będę na miejscu to będę sama mieszać farbę i dobiorę idealne kolory. O płytkach podłogowych pisałam już wcześniej. Sporo osób myśli, że to parkiet ;)








Żyrandol strasznie mi się spodobał przez koronkowy wzór, który ma na sobie. Na zdjęciu trochę słabo go widać :)




W kuchni mam też dwa okna.  Jak widać nadal mają oryginale "rolety" ;)


A w tym kąciku chciałabym postawić jakiś stolik, a nad nim zawiesić witrynkę lub półkę na moje skorupki.



Łazienka

Jedyne pomieszczenie, które dorobiło się już drzwi. Z czasem po obu stronach drzwi i pewnie nad nimi będą jakieś szafki.








Szafka na razie wygląda jak dziura, powstała żeby nie zmarnować przestrzeni, będą tam stały środki czystości. Z czasem pojawią się jakieś drzwiczki.




Oświetlenie czteropunktowe bardzo dobrze się sprawdza i nie żałuję, że wybraliśmy akurat takie.




Koło grzejnika jest miejsce przeznaczone na pralkę.









Pokój Mikołajka

Brakuje mu drzwi i oświetlenia. Ciągle nie znalazłam takiego, który pasowałaby do stylu marynistycznego. W obu pokojach na podłodze położyliśmy panele Dąb Argos AC5.







Nasz pokój, czyli sypialnia i pokój dzienny w jednym

Na razie pełni rolę składnicy. W pudłach jest moja wymarzona biała kuchnia.







Żyrandol dostaliśmy od cioci Grzesia.


Balkon

Ma 10 metrów kwadratowych, więc jest całkiem spory. Moim największym problem jest ten podest, który jest zgodny z przepisami budowlanymi. Niestety mieszkanie jest na 8 piętrze, więc musimy to jakoś zasłonić i zabezpieczyć ze względu na Mikołajka. Jeszcze w tym sezonie musi się pojawić mata wiklinowa, żeby mu ograniczyć pole widzenia. Może wtedy będzie go mniej kusić wspinaczka.








No to zamęczyłam Was zdjęciami i długością posta, ale nie umiałam wybrać zdjęć, bo na każdym widać coś istotnego. 


Mamy już słoneczko. Oby już z nami zostało.
Buziaki
Monika