poniedziałek, 1 września 2014

Powoli wracam, czyli o tym dlaczego zniknęłam na tak długo...

Kochane!
Na wstępie chciałam Was bardzo przeprosić za tak długą nieobecność w świecie blogowym.
Nie planowałam jej. Należą się Wam wyjaśnienia, więc dziś post bez zdjęć, ale za to o zmianach w naszym życiu. No to po kolei...

Największą zmianą jest moja druga ciąża - teraz  mamy już 5 miesiąc :) Naiwnie liczyłam, że będzie tak łatwa jak pierwsza, która przeszła niemal niezauważalnie bez typowych dolegliwości ciążowych, ale się przeliczyłam ;) Mdłości i wymioty odpracowałam włącznie z zaległościami :) Bywały dni, że nie miałam siły rano wstać z łóżka, ale musiałam, bo Mikuś potrzebował mamy i tak nam mijały całe dnie w oczekiwaniu na powrót taty z pracy :) Nawet nie wiecie jak trudno wytłumaczyć tak małemu dziecku dlaczego mamusia ciągle biega do łazienki i robi tam jakieś dziwne rzeczy ;) Po jakimś czasie się z tym oswoił i nawet mi przynosił wodę albo mokrą ściereczkę na głowę, ale na początku był bardzo przerażony i nie wiedział co się dzieje. Miałam straszne wyrzuty sumienia, że nie poświęcam mu tyle uwagi ile potrzebuje, ale dzięki temu rozwinął w sobie zainteresowania do gotowania -  na razie na niby, ale zawsze to coś ;) Powoli planujemy zmiany w naszym M - trzeba zrobić miejsce dla kolejnego lokatora :)

Jeśli śledzicie mojego bloga od dłuższego czasu to wiecie, że rok temu mój tata przeszedł wylew, po którym wymaga stałej opieki i pomocy przy najprostszych czynnościach. Miesiące rehabilitacji przywróciły mu mowę, częściową sprawność prawej ręki i nogi, ale nie są w stanie naprawić trwałych uszkodzeń w mózgu. Na początku lipca tata znów trafił do szpitala i spędził w nim niemal 1,5 miesiąca - znów jego życie było zagrożone, tym razem przez zator w tętnicy płucnej. Może trudno w to uwierzyć, ale dużo ciężej było nam zajmować się tatą w szpitalu -  w domu mamy swój rozkład dnia, rytuały, a tam no cóż... 

W między czasie biegałam z Mikusiem i jego dziwnymi plamkami po lekarzach - usłyszałam nawet, że jestem przewrażliwiona i to tylko mnie to przeszkadza, a nie dziecku skoro się nie drapie. Najwidoczniej powinnam olewać wszystko co się dzieje z moim dzieckiem i spokojnie czekać aż samo zniknie, skoro samo się pojawiło :) Oczywiście lekarze nie słuchali tego co do nich mówiłam, upierali się na alergii pokarmowej i przegrali z wynikami badań, potem postawili na alergię kontaktową na bliżej nie określone coś itd... Od jakiegoś czasu mamy swój typ i  na razie sprawdzamy czy mamy rację :)

No i czas na kolejną zmianę w naszej rodzinie - nasz Mikuś przez cały sierpień chodził na zajęcia adaptacyjne do przedszkola, a ja oczywiście z nim, chociaż nasze dziecko jako jedyne w grupie nie potrzebowało mamusi przy sobie, więc ja w przeciwieństwie do reszty mam i babć spędzałam czas na korytarzu :) Dziś jest pierwszy września i pierwszy taki dzień dla mnie jako mamy, kiedy zaprowadziliśmy naszego synka do przedszkola. Wróciłam do domu i nie mogłam sobie miejsca znaleźć. Smutno mi i łzy same cisną się do oczu, dziwnie mi tak bez niego w domu... Na razie będę go odbierać wcześniej, bo panie się boją czy wytrzyma tyle w nowym miejscu - on w sumie jest tam najmłodszy :) Taki urok dzieci urodzonych w grudniu ;) 

Zapomniałabym dodać, że w miedzy czasie zaliczyłam trzy awarie komputera - chyba naprawdę czas pomyśleć o nowym :) 

Tak z grubsza to wszystko, co działo się u nas przez ostatnie dwa miesiące. Postaram się w tym tygodniu napisać posta bardziej wnętrzarskiego :) 
Jeszcze raz Was przepraszam - mam nadzieję, że teraz będzie trochę spokojniej w naszym życiu :)
Przy okazji dziękuję wszystkim za słowa otuchy i wsparcie :)

Miłego tygodnia!
Buziaki!
Monika

wtorek, 1 lipca 2014

Waga w stylu retro

Dziś krótko i na temat ;)
Od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką ślicznej kremowej wagi w stylu retro. Od dawna podziwiałam u Was i na sklepowych półkach wagi od Bloomingville, ale ich ceny skutecznie mnie odstraszały. Z pomocą przyszedł Lidl ;) I tym sposobem mam swoją wagę za całe 49,99 :)
A tak się prezentuje...












 Wygląda pięknie i działa bez zarzutu :)
Gdyby ktoś miał podobne dylematy z wagą jak ja, to do wyboru jest jeszcze srebrna i czerwona.
Niby kobiety uszczęśliwia biżuteria i dobre perfumy - a mnie tyle radości sprawiła waga ;)


Miłego tygodnia!
Buziaki!
Monika

czwartek, 26 czerwca 2014

Wreszcie i ja je mam :)

Kochane!
Bardzo Was przepraszam, że tak długo mnie nie było. Ostatnio dużo się u nas dzieje i czasem brakuje czasu na codzienne obowiązki, ale mam nadzieję, że niedługo wszystko się unormuje. Właściwie od dwóch miesięcy walczymy z jakimiś dziwnymi plamkami, które zaatakowały Mikusia - lekarze twierdzą, że alergia kontaktowa na bliżej nieokreślone coś :) No i nasze biedne dziecię dzielnie pije kolejne syropki i znosi smarowania po kilka razy na dzień :) Mam nadzieję, że leki od alergologa to zwalczą, bo mi go już szkoda jak w piękną pogodę siedzi w domu, bo wtedy to dziwne coś przybiera na sile. Do tej pory nigdy nie miał problemów alergicznych, więc dla nas to nowość.

***

A wracając do tematu posta :) Wreszcie i w moim domku pojawiły się dobrze już Wam znane Cotton Ball. Żeby było zabawniej są moim prezentem urodzinowym od męża - nie żeby od 28 kwietnia nie minęły niemal dwa miesiące, ale co tam ;) Pewnie nie miałabym ich, gdyby nie rozmowa z Beatką, która oprócz bloga prowadzi również sklep. I tak od słowa do słowa wyszło, że niedługo w sprzedaży będzie mieć Cotton Ball. Takim sposobem dzięki rozmowie z Beatką zapadła decyzja, że moim prezentem będą właśnie kolorowe kulki ;) Mąż jakoś to przyjął do wiadomości, więc pozostało mi wybrać kolory i czekać aż kuleczki do mnie dotrą :) Muszę się tez przyznać, że swoje odleżały czekając na swój czas, ale co tam ważne, że je mam :)













P.S. Mąż chciał mi zrobić niespodziankę i wczoraj wieczorem jak się kąpałam to je szybko złożył. Zrobił mi nawet zdjęcie świecących się kuleczek do posta - na wypadek jakbym zapomniała ;) Rano szybko pstryknęłam fotki, żeby uniknąć roześmianej buźki Mikusia w kadrze. Miałam już posta publikować, ale patrzę na zdjęcia i coś nie gra - a tu światełka nie włożone do końca i dlatego kuleczki spadają ;) Śmiałam się sama z siebie, tego nie da się nie zauważyć - a mnie się udało ;) Szybka naprawa sytuacji i jeszcze szybsze nowe zdjęcia i wreszcie mogę coś opublikować :) Nocne zdjęcia zostaną w wersji z "błędem", ale co tam przynajmniej widać jak kuleczki pięknie wyglądają wieczorem :)
 A prezentują się tak...






My już dziś wyjątkowo zaczynamy weekend - Grześ ma wolne w pracy z racji nadmiaru nadgodzin, więc jedziemy wcześniej do rodziców. Co prawda nie będziemy się lenić, bo będziemy robić podjazd dla mojego taty - nie może przecież cały czas siedzieć w domu i oglądać świat z poziomu balkonu.


Dlatego życzę Wam pięknego i słonecznego weekendu!
Buziaki!
Monika







poniedziałek, 2 czerwca 2014

Łóżko Mikołajka

Kochane!
Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze pod ostatnim postem :) Przede mną długa droga żeby osiągnąć poziom Waszych balkonów, ale mam nadzieję, że po kilku sezonach i nasz będzie niemal idealnym miejscem do wypoczynku :) 
***
Wczorajszy Dzień Dziecka spędziliśmy na imprezie, na której główną atrakcją były pokazy maszyn - traktorów, podnośników, koparek, dźwigów itd... Jak można się domyśleć główny zainteresowany był zachwycony tym co się działo, a jak mógł sobie posiedzieć w kilku z nich to już w ogóle pełnia szczęścia ;)
W drodze powrotnej do domu padł jak dentka z nadmiaru wrażeń ;) Od soboty Mikuś ma nowe łóżko. Dużo było z tym zachodu, bo jak mi się podobało to dla niego było za wysokie, a to producent nie wysyła tylko sam dowozi na koszt kupującego - 600 km ;) Dużo można by o tym napisać. Wreszcie znaleźliśmy firmę produkującą łóżeczka z siedzibą pod Warszawą. W tym wypadku tez mieliśmy problem z transportem, bo okazało się, że na tygodniu nie przywożą mebli do Warszawy tylko w soboty - w dodatku nie we wszystkie - a my na weekendy jeździmy na wieś, więc po sprawdzeniu trasy Grześ sam pojechał odebrać łóżko Mikołajka. Nie powiem miałam obawy jak Mikuś zareaguje na nowy mebel, ale niepotrzebnie, bo łóżeczko mu się spodobało i bez problemu przespał w nim pierwszą noc :) 
Kupiona jakiś czas temu na wyprzedaży w Jysk narzuta wreszcie ma gdzie leżeć - bardzo mi się podobała, bo jest dwustronna i dzięki temu szybko można zmienić wygląd łóżka. 
Musicie mi wybaczyć ten nieidealny wygląd łóżka, ale zdjęcia robiłam jak Mikuś jadł, więc czasu nie miałam za wiele ;) 
















Chciałam Was też przerosić, że ostatnio nie ma mnie w świecie blogowym za dużo - staram się chociaż czytać Wasze posty. Kiedyś Wam wyjaśnię dlaczego tak się dzieje i mam nadzieję, że zyskam Wasze zrozumienie :)

Miłego tygodnia - oby kolejne dni były ładniejsze i mniej deszczowe :)
Buziaki!
Monika

czwartek, 22 maja 2014

Balkon wersja demo ;)

Kochane!
Ostatnio na nic nie miałam czasu - dzielnie walczyliśmy ze skończeniem balkonu :) I udało się :) Co prawda jeszcze jest kilka rzeczy do dopieszczenia, kilka drobiazgów do przemalowania i stolik do dokończenia, ale wreszcie mam balkon, na który mogę wyjść z dzieckiem bez strachu w oczach, że wejdzie na ten podest i spadnie. Teraz  liczy się dla niego jazda rowerem, a nie wycieczki po podeście :)
A i wreszcie mam swój aparacik, więc mogę pstrykać zdjęcia ;)
Na balkonie brakuje jeszcze kilku kwiatków - zwłaszcza w donicach z pergolami, które czekają na swoje pięć minut ;) Nie można przecież wszystkiego na raz zrobić, a dzięki temu mam szanse na zmiany i oswojenie się z balkonem ;) Od razu wyjaśnię skąd się wziął biały płotek. Poza tym, że jest dekoracją zasłaniającą murek, ma też zastosowanie praktyczne jako zabezpieczenie dla stojących na nim doniczek oraz uniemożliwia szybkie wchodzenie na podest, gdyby jednak małego odkrywcę naszła taka ochota :)




Między krzesełkami stoi stelaż od umywalki mojej prababci, który po dodaniu blatu będzie stolikiem :)




Obok znanej już Wam białej półeczki stoi garnek, w którym moja prababcia gotowała obiady :)
Uratowałam go przed trafieniem na złom jakieś 15 lat temu :) Za półką udało mi się schować Grzesiową drabinę i dwie suszarki na pranie :)




























Mikuś król piaskownicy ;) Teraz tak wygląda każdy nasz dzień :)








Powoli będę dopieszczać nasz balkonik a na razie życzę Wam pięknego i słonecznego dnia :)


Buziaki!
Monika

wtorek, 13 maja 2014

Wątpliwości...

... ciągle je mam realizując swój pomysł na balkon :) A to czy kolor odpowiedni, czy pomalować mały płotek na biało czy potraktować go lazurą jak ten duży, jak zamontować to wszystko żeby było bezpiecznie... Możecie mi wierzyć, że jeszcze nigdy nie miałam takich wątpliwości jak teraz :) 
Duży wpływ ma na to fakt, że to co teraz zrobimy będzie na kilka lat, bo przecież zbankrutowałabym zmieniając co rok cały wygląd balkonu :) Malowania jest całkiem dużo, ale nie mam kiedy tego robić :) W ciągu dnia z Mikusiem nie da się nic umalować, więc muszę czekać aż Grześ wróci z pracy i wtedy mamy te dwie godziny na prace na balkonie, no czasem trzy :) Czasem nie mozemy nic zrobić, bo pada i jest za wilgotno, żeby malować, albo Grześ wróci z pracy bardzo późno i tak nam schodzi :) Czasem myślę, że do grudnia się z tym nie wyrobimy ;) Na weekendy jeździmy na wieś, bo nas wzywają obowiązki rodzinne, dlatego czasem to mam dość tego braku czasu na wszystko :) W sobotę kupiłam dwie paletki kwiatów na balkon, bo ile można to odkładać ;) Teraz tylko muszę je wsadzić i niech czekają na skończenie prac.
Może gdyby Mikuś chodził do przedszkola to miałabym w ciągu dnia czas na wszystko, ale nie chodzi, bo ciągle coś stoi na przeszkodzie :) We wrześniu też nie pójdzie do państwowego przedszkola, bo nie dostał się do wskazanych przez nas placówek i trzeba będzie go puścić do prywatnego, za które w Warszawie trzeba zapłacić kosmiczne pieniądze. Mówi się trudno, ale kontakt z rówieśnikami jest bardzo ważny, a ja mu tego w domu nie zapewnię :) To sobie ponarzekałam a teraz o czymś innym...
W niedziele wpadłam do ogródka mamy i wyszłam z niego z wiąchami szczypiorku, lubczyku i pietruszki i badylami rabarbaru :) Zielsko wczoraj skroiłam i wsadziłam w pojemniczkach do zamrażalki a z rabarbaru ugotowałam pierwszy w tym sezonie kompot - pyszny jest i już prawie cały wypity :)
A że niektóre gałązki szczypiorku kwitły powstał taki oto kuchenny bukiet...




W Pepco za to kupiłam taki śliczny druciany koszyczek za całe 25 zł :)


 


No i mój ukochany bez - nie do końca rozwinięty, ale co tam jak zapach ma obłędny :) Szkoda tylko, że tak szybko więdnie...




A na dowód tego, że nie marudzę bez powodu z tym balkonem pokaże zdjęcia z wczoraj :)
Skompromituje się, ale co tam ;) Przynajmniej będzie widać, że coś jednak robię :)






Życzę Wam miłego tygodnia z dużą ilością słońca :)
Buziaki!
Monika


wtorek, 6 maja 2014

Różowo mi ;)

Jak Wam minął długi weekend? Nam bardzo pracowicie :) Najpierw koszenie i grabienie trawy u mamy, potem trochę u teściów, a na koniec to samo u nas ;) Wieczorem pierwszego dnia tego maratonu z trawą odpuściłam resztę po 20tej, bo już ręce odmówiły posłuszeństwa ;) Drugi dzień weekendu wyglądał podobnie, z tym że Grześ grabił to co zostało, a ja plewiłam w ogródku i truskawkach :) Pozostałe dwa dni obyły się bez prac fizycznych na dworze, ale nie brakowało innych, które czekały na nasz czas ;)
I nawet nie wiem kiedy a weekend się skończył i trzeba było wracać. Z przyjemniejszych momentów, bo zaraz wyjdzie, że tam tylko zasuwam jak "dzika mrówka" były spotkania z rodziną i prezenty jakie dostałam na urodziny i imieniny :) Mój aparat ciągle w naprawie - a ja się dziwię jak ja kiedyś robiłam zdjęcia tym rupieciem :) Co ja się umęczyłam żeby zrobić zdjęcie tej paterce - jak zasłoniłam okno za ciemno i nawet z lampą nie dawał rady, jak osłoniłam to znowu się szyby odbijają eh... Chce z powrotem mój aparacik :)
A patera to prezent od mojej szwagierki Agnieszki - trafiła idealnie, bo ja się długo czaiłam na nią w sklepie Kasi, ale ciągle widziałam pilniejsze wydatki :)




Od mamy dostałam balkonowe przydasie, ale z racji tego, że są w trakcie przeróbek na zdjęcia się nie załapały :) Były też kosmetyki - tego nigdy nie za dużo ;) Najbardziej ucieszyły mnie jednak prezenty z cyklu masz tu "grosik" i kup sobie to co chcesz :) A ja bardzo posłuszna jestem, więc kupiłam ;)


Torbę termiczną ...




... i dobrze już wam znane narzędzia :)




A wczoraj kupiłam w Lidlu duże donice i hortensje - nie wiem co mnie podkusiło, żeby je kupić, pewnie to że są takie śliczne, ale znając moje szczęście to długo nie pożyją. Postaram się je niedługo pokazać :)
Dziś dotarła do mnie paczuszka z wygraną u Madzi osłonką - w ramach urodzin dostałam też cudnego misia, o którym już nie raz myślałam :) 




Wracam do pracy na balkonie - może mi Mikuś pozwoli coś zrobić :)
Powoli kończymy temat malowania płotka, co nie znaczy, że kończymy malować ;)


Buziaki!
Monika