środa, 3 grudnia 2014

Chwila relaksu tylko dla mnie ;)

Tym razem udało mi się zrobić coś tylko dla siebie :)
Dostałam zaproszenie na spotkanie zorganizowane przez Jysk, którego tematem przewodnim były nadchodzące święta. Do tej pory z rożnych powodów nie udało mi się wziąć udziału w tego typu imprezie, więc tym bardziej zależało mi na pójściu na nią :) Z pomocą przyszedł mąż, który przejął opiekę na Mikołajkiem ;) 
Krótka fotorelacja z aranżacji wykonanych na potrzeby spotkania...


























Muszę przyznać, że dzięki temu spotkaniu miałam okazję poznać wiele osób, w tym dziennikarzy, stylistów wnętrz i oczywiście blogerów. Do domu wróciłam konkretnie zachrypnięta, bo tematów do rozmów nam nie brakowało :) Większości użytych do aranżacji produktów nie widziałam w sklepach stacjonarnych Jysk, ponieważ są dostępne tylko w sklepie internetowym, o którego istnieniu nie miałam pojęcia ;)  Miło było spotkać ludzi o tych samych zainteresowaniach, porozmawiać o pomysłach na dekoracje świąteczne a przy tym spróbować specjałów kuchni skandynawskiej :) Jedno jest pewne potrzebowałam takiego wyjścia, takiej chwili tylko dla siebie ;)

***

W następnym poście zapraszam na szybkie świąteczne candy :)


Miłego dnia!
Buziaki!
Monika

poniedziałek, 17 listopada 2014

Weekendowe szaleństwo ;)

Bardzo Wam dziękuję za tyle ciepłych słów pod ostatnim postem.
Muszę jednak Was wyprowadzić z błędu - taki porządek to ja mam tylko przez chwilę po sprzątaniu,  później pokój wygląda całkiem inaczej, ale takiej wersji nie będę Wam pokazywać ;)
Cieszę się, że nasz wielofunkcyjny pokój wygląda na przestronny.
Przy swoich niecałych 20 metrach powierzchni ma 2 dwa duże okna, drzwi balkonowe i drzwi wejściowe - co skutecznie utrudnia manewrowanie meblami. Dlatego tym bardziej mnie cieszy, że został uznany za przestronny :) 
Właściwie co tydzień jeździmy do rodziców - w naszej sytuacji to jeden z naszych głównych tygodniowych obowiązków do realizowania. Wymaga to od nas całkiem niezłej organizacji, co przy moim rosnącym brzuchu bywa momentami coraz trudniejsze :) Ten weekend był jednak wyjątkowy - udało nam się wyskoczyć na zakupy bez dziecka ;) Dzięki temu pobyliśmy trochę sami i mieliśmy okazję kupić prezenty świąteczne dla Mikusia i naszych chrześniaków - z wiadomych przyczyn z naszym synusiem byłoby dużo trudniej :) Mimo całkiem dużego tempa odwiedzania kolejnych sklepów udało mi się kupić kilka drobiazgów na święta i oczywiście nowe książki, bo mojej ukochanej taniej księgarni nie mogłam ominąć.

***

Jeśli macie w swojej okolicy sklepy w stylu "Wszystko po..." polecam do nich zajrzeć - mnie urzekły takie świąteczne dekoracje każda za całe 7,50 zł :)






Za niecałe 20 zł wyniosłam z Jyska takie drobiazgi...






Dekoracje do świątecznego wianka kupiłam w dwóch sklepach - "Wszystko po..." i Real - łączny koszt 14 zł :) Teraz tylko muszę złapać wenę, pomysł i czas na realizację ;)




 Po zmianie koloru była potrzebna nowa narzuta, zwłaszcza że poprzednie już swoje przeszły i nie wyglądają najlepiej.Tą szarą udało mi się kupić na kieleckim bazarku za całe 35 zł :)
Może i jest najzwyklejsza, ale ma spełniać swoją funkcję - zakrywać siedzisko kanapy, co przy dziecku nie jest bez znaczenia ;)




Kolej na moje książkowe zdobycze...




Zawsze lubiłam czytać biografie, więc i tych nie mogłam sobie odpuścić ;)
Dodatkową mobilizacją do kupienia książki o Zbigniewie Relidze był nasz sobotni wieczorny wypad do kina :) Właśnie dlatego twierdzę, że mieliśmy wyjątkowy weekend :) 








Teraz tylko muszę znaleźć chwilę wolnego czasu na przeczytanie ich :)
Na kolejne trzy książki zerkałam od dawna, ale cena blisko 40 zł za jedną skutecznie mnie odstraszała.
Teraz mam trzy za niecałe 30 zł ;)




Ta mi się przyda i to całkiem niedługo, bo muszę coś wymyślić na trzecie urodziny Mikołajka :)
Może mnie coś zainspiruje i natchnienie do twórczego działania, bo zawartość prezentuje się bardzo dobrze ;) 




A na koniec zaskoczenie z popularnej drogerii - ile razy myślałam w czym dać naszym babciom świąteczne prezenty, a że zwykle zgodnie z życzeniami są to bardzo praktyczne i w dodatku ciężkie prezenty, czyli wszystko to czego nie są w stanie same przydźwigać ze sklepu, zwykłe opakowanie nie wchodziło w grę. A tu proszę w tym roku nie muszę zbytnie kombinować :) Dwustronna ekotorba i problem z głowy ;)







Mam nadzieję, że tym razem wróciłam na dobre :) Co prawda Mikuś przytargał z weekendu jakąś jelitówkę, ale przynajmniej miał okazję się pobawić z dziadkami, więc żadne choróbsko nie zepsuje mu tej radości. A przede mną ogarnięcie tematu garderoby naszego nowego członka rodziny - niby do połowy stycznia mam jeszcze czas, ale nie chcę tego odkładać na ostatnią chwilę. Zwłaszcza, że tym razem będę kompletować wyprawkę dla małej kobietki ;)


Miłego tygodnia!
Buziaki!
Monika

piątek, 14 listopada 2014

Pokój w nowym wydaniu

I znów mnie długo nie było...
Trochę skomplikowało nasze życie i musimy jakoś to zwalczyć, bo ja zaczynam się czuć jak tykająca bomba - tylko patrzeć kiedy wybuchnę ;) 
Mikuś od końca września nie chodzi do przedszkola - z różnych powodów musieliśmy go stamtąd zabrać. W efekcie zamiast mieć więcej czasu na przygotowanie mieszkania na nowego lokatora mam go tyle samo co wcześniej, albo nawet mniej :) Po cichu liczymy, że uda nam się załatwić dla niego miejsce w innej placówce, bo bez tego będzie bardzo ciężko :) Nie chce Was zanudzać naszymi życiowymi perypetiami, więc przejdę do przyjemniejszych kwestii - zmian w naszym małym M :) Upchnięcie nowych mebli i zrobienie kącika dla kolejnego członka rodziny to nie lada wyzwanie - zwłaszcza jak ma się takie mieszkanie jak nasze ;) Niby niemal 54 metry a tu tyle problemów. W starym budownictwie na tym samym metrażu mieszczą się trzy pokoje, a u nas dwa - w dodatku oba są trudne jeśli chodzi ustawianie mebli. Właściwie powinniśmy się cieszyć, bo mamy widne mieszkanie z dużymi oknami, ale w tym momencie te atuty są dla nas dużą przeszkodą :) Odkąd pamiętam przestawiałam meble z kąta w kąt, a tu niestety nie mam takiej możliwości, co nie znaczy, że nie próbuję kombinować ;) W efekcie w naszym pokoju trochę się już zmieniło...
Wybaczcie mi dużą ilość zdjęć :)


 





























Główną zmianą był kolor z pastelowego fioletu na jasny szary. Kupiliśmy niby gotowy kolor, ale przy próbie okazało się, że jest strasznie ciemny i rozjaśniliśmy go 5 litrami białej farby ;) W efekcie uzyskaliśmy barwę o jaką nam chodziło :) Wreszcie Grześ mieszka w bardziej "męskim" wnętrzu, chociaż na poprzednie nie narzekał :) Czeka nas jeszcze kilka drobnych zmian w ustawieniu. Koło kanapy już zostawiliśmy miejsce na łóżeczko - na razie są tam tymczasowe zapchaj dziury ;)
Pokój wymaga jeszcze dopracowania - na wymianę czekają zdjęcia w ramkach, a na aranżację parapet nad kaloryferem, który z racji wysokości jest ulubionym miejscem do siedzenia Mikusia. A skoro mowa moim synusiu chciałam Wam pokazać jak do pracy nad aranżacją półek na zdjęcia zabrało się nasze dziecko - dodam, że pracował przed snem ;)






Chyba uznał, że za długo wiszą puste ;)
Pewnie jak zwykle o czymś nie napisałam, więc jak coś pominęłam pytajcie :)


Miłego weekendu!
Buziaki!
Monika

czwartek, 18 września 2014

Pokój małego przedszkolaka

Dziękuję wszystkim za tyle ciepłych słów pod ostatnim postem :)
Mam nadzieję, że wreszcie uda mi się wrócić do blogowania :)

***

Dzisiejszy post powstał z dużym opóźnieniem - nasz przedszkolak już trzeciego dnia przytargał do domu przeziębienie z bonusem w postaci "niegroźnego" rotawirusa. To były ciężkie dwa tygodnie - zwłaszcza te dolegliwości żołądkowe, które wymęczyły i odchudziły Mikusia. Dziś poszedł pierwszy raz do przedszkola - mam nadzieję, że się odnajdzie po tak długiej przerwie. A dzięki temu ja mam wreszcie chwilę dla siebie ;) 
Ostatni weekend spędziliśmy dość pracowicie - odświeżyliśmy ściany w pokoju Mikołajka i przestawiliśmy niektóre meble. Nawet nie przypuszczałam, że po roku ściany będą wyglądać tak źle ;) Do malowania wykorzystaliśmy farbę,  która nam została, ale i tak musieliśmy dokupić nowe opakowanie, bo liczba odprysków i innych śladów bytowania małego lokatora była znacząca :) 
A tak pokój przedszkolaka prezentuje się teraz...







Ławeczka kupiona w Lidlu za całkiem przystępną cenę skutecznie ukrywa wszystkie Mikusiowe koce i kocyki. Siedzisko ławki pełni często rolę parkingu dla równiutko ustawionych samochodzików ;) Od jakiegoś czas Mikołajek ogląda nasze książki z czasów szkolnych i studenckich - zwłaszcza te z dużą ilością obrazków i map, więc połączyliśmy jego nowe zainteresowania z "miłością" do naklejek i takim sposobem od wczoraj ma swoją mapę świata. Szkoda, że nie zrobiłam mu zdjęcia - tak zachwycony nową "zabawką" chyba nie był nigdy wcześniej :)




Zwykła mapa a tyle rzeczy można dziecku dzięki niej opowiedzieć :)
Miła odmiana od czytania książek o traktorach i  koparkach ;)




Okno ciągle czeka na zmianę dekoracji, ale jestem w trakcie ;)




Po przestawieniu regału i dokupieniu szafeczki na buty udało nam się zagospodarować fragment pokoju za drzwiami - do tej pory zupełnie nie wykorzystany. 






Przyszła kolej na najważniejszy mebel w pokoju Mikołajka - kuchenkę :)
Razem z wózkiem i stolikiem pełni niezwykle ważną rolę w żywieniu rodziców ;)
Czasem już nie możemy przejeść tego co nasz synuś gotuje ;)







Małe zmiany, ale okazały się bardzo pomocne, zwłaszcza przy codziennym funkcjonowaniu :)
Udało się też zrobić trochę miejsca dla przyszłego współlokatora - co nie jest bez znaczenia, kiedy do dyspozycji ma się tylko dwa pokoje :) Trzeba zacząć myśleć o dostosowaniu naszego M do potrzeb czteroosobowej rodzinki, bo czas ucieka ;)


Mam nadzieję, że u Was też tak pięknie świeci słoneczko - korzystajcie z niego póki jest :)
Miłego dnia!
Buziaki!
Monika



poniedziałek, 1 września 2014

Powoli wracam, czyli o tym dlaczego zniknęłam na tak długo...

Kochane!
Na wstępie chciałam Was bardzo przeprosić za tak długą nieobecność w świecie blogowym.
Nie planowałam jej. Należą się Wam wyjaśnienia, więc dziś post bez zdjęć, ale za to o zmianach w naszym życiu. No to po kolei...

Największą zmianą jest moja druga ciąża - teraz  mamy już 5 miesiąc :) Naiwnie liczyłam, że będzie tak łatwa jak pierwsza, która przeszła niemal niezauważalnie bez typowych dolegliwości ciążowych, ale się przeliczyłam ;) Mdłości i wymioty odpracowałam włącznie z zaległościami :) Bywały dni, że nie miałam siły rano wstać z łóżka, ale musiałam, bo Mikuś potrzebował mamy i tak nam mijały całe dnie w oczekiwaniu na powrót taty z pracy :) Nawet nie wiecie jak trudno wytłumaczyć tak małemu dziecku dlaczego mamusia ciągle biega do łazienki i robi tam jakieś dziwne rzeczy ;) Po jakimś czasie się z tym oswoił i nawet mi przynosił wodę albo mokrą ściereczkę na głowę, ale na początku był bardzo przerażony i nie wiedział co się dzieje. Miałam straszne wyrzuty sumienia, że nie poświęcam mu tyle uwagi ile potrzebuje, ale dzięki temu rozwinął w sobie zainteresowania do gotowania -  na razie na niby, ale zawsze to coś ;) Powoli planujemy zmiany w naszym M - trzeba zrobić miejsce dla kolejnego lokatora :)

Jeśli śledzicie mojego bloga od dłuższego czasu to wiecie, że rok temu mój tata przeszedł wylew, po którym wymaga stałej opieki i pomocy przy najprostszych czynnościach. Miesiące rehabilitacji przywróciły mu mowę, częściową sprawność prawej ręki i nogi, ale nie są w stanie naprawić trwałych uszkodzeń w mózgu. Na początku lipca tata znów trafił do szpitala i spędził w nim niemal 1,5 miesiąca - znów jego życie było zagrożone, tym razem przez zator w tętnicy płucnej. Może trudno w to uwierzyć, ale dużo ciężej było nam zajmować się tatą w szpitalu -  w domu mamy swój rozkład dnia, rytuały, a tam no cóż... 

W między czasie biegałam z Mikusiem i jego dziwnymi plamkami po lekarzach - usłyszałam nawet, że jestem przewrażliwiona i to tylko mnie to przeszkadza, a nie dziecku skoro się nie drapie. Najwidoczniej powinnam olewać wszystko co się dzieje z moim dzieckiem i spokojnie czekać aż samo zniknie, skoro samo się pojawiło :) Oczywiście lekarze nie słuchali tego co do nich mówiłam, upierali się na alergii pokarmowej i przegrali z wynikami badań, potem postawili na alergię kontaktową na bliżej nie określone coś itd... Od jakiegoś czasu mamy swój typ i  na razie sprawdzamy czy mamy rację :)

No i czas na kolejną zmianę w naszej rodzinie - nasz Mikuś przez cały sierpień chodził na zajęcia adaptacyjne do przedszkola, a ja oczywiście z nim, chociaż nasze dziecko jako jedyne w grupie nie potrzebowało mamusi przy sobie, więc ja w przeciwieństwie do reszty mam i babć spędzałam czas na korytarzu :) Dziś jest pierwszy września i pierwszy taki dzień dla mnie jako mamy, kiedy zaprowadziliśmy naszego synka do przedszkola. Wróciłam do domu i nie mogłam sobie miejsca znaleźć. Smutno mi i łzy same cisną się do oczu, dziwnie mi tak bez niego w domu... Na razie będę go odbierać wcześniej, bo panie się boją czy wytrzyma tyle w nowym miejscu - on w sumie jest tam najmłodszy :) Taki urok dzieci urodzonych w grudniu ;) 

Zapomniałabym dodać, że w miedzy czasie zaliczyłam trzy awarie komputera - chyba naprawdę czas pomyśleć o nowym :) 

Tak z grubsza to wszystko, co działo się u nas przez ostatnie dwa miesiące. Postaram się w tym tygodniu napisać posta bardziej wnętrzarskiego :) 
Jeszcze raz Was przepraszam - mam nadzieję, że teraz będzie trochę spokojniej w naszym życiu :)
Przy okazji dziękuję wszystkim za słowa otuchy i wsparcie :)

Miłego tygodnia!
Buziaki!
Monika