Na wstępie chciałam Wam podziękować za te wszystkie piękne świąteczne życzenia dla naszej rodzinki. Jest mi niezmiernie miło, że tyle osób pamiętało o nas i w całym tym przedświątecznym zabieganiu znalazło chwilę na przesłanie nam życzeń.
Dziękuję i przesyłam Wam buziaki i uściski :)
***
Dziś chciałam Wam pokazać kuchnię w wersji świątecznej. Kolorystyka oczywiście - czerwień, biel i szarości. Z góry przepraszam za ilość zdjęć :)
Widoczne na zdjęciach wysokie kubki z reniferkami to moje gwiazdkowe prezenty od męża...
Filcowe ozdóbki z mini patery, bombka oraz córka Mikołaja to prezenty od Gosi :)
Wszystkie zielone gałęzie w naszym domu pochodzą z naszego przedświątecznego niedzielnego spaceru - wystarczyło pozbierać to, co leżało na ziemi, bo akurat trwa wycinka drzew w pobliżu naszego domu. Tego zapachu nie da się opisać - trzeba go poczuć :)
Nie wiem ile lat ma ten czajnik :) Należał do pradziadków Grzesia. Szkoda, ze nie zrobiłam mu zdjęcia przed wyczyszczeniem, bo miał na sobie sadze, kilogramy kurzu i gipsu :)
Drewniany młynek uratowałam ponad rok temu przed wyrzuceniem - mina poprzedniego właściciela bezcenna zwłaszcza po tym jak usłyszał, że nie mam zamiaru go malować, tylko ma zostać taki odrapany ;)
Kuchnia wieczorową porą...
Lampki kupiłam dwa lata temu na poświątecznej wyprzedaży w Ikea - muszę przyznać, że było warto :)
Przed nami kolejne przygotowania - tym razem sylwestrowe :)
Pamiętajcie, że nie ważne ile musicie zrobić, ważne żebyście tego wieczoru były najpiękniejszymi gwiazdami na świecie :) Sama postaram się trzymać takiego postanowienia - nie wiem tylko jak mi wyjdzie realizacja ;)
Miłego dnia!
Buziaki!
Monika