wtorek, 13 sierpnia 2013

Ach te problemy...

I miałam się poprawić i częściej do Was zaglądać i czego to ja nie miałam narobić, a wyszło jak zwykle.
Zacznijmy od tego, że moim poprzednim powodem nieobecności było pisanie pracy magisterskiej.
Miałam się obronić jeszcze przed urodzeniem Mikusia, ale niestety jak to w życiu bywa z planowania nic nie wyszło. Materiały już miałam, więc tylko musiałam napisać, ale z tym były największe problemy, bo ktoś się musi w tym czasie Mikusiem zajmować. Po wielu perypetiach udało się i jestem bardzo szczęśliwa, bo możecie mi wierzyć, że wpędzało mnie to w depresję. Teraz czekam na wrzesień i obronę.
W ubiegłą środę według prognozy pogody miał padać deszcz, ale był grad i to jaki...



Aksamitki przegrały walkę i teraz czekam żeby zebrać nasionka :)


 Resztki moich kwiatków - dobrze że petunie nie za bardzo ucierpiały


Zasypana borówka i truskawki - jakoś nie czuć tego, że mamy sierpień ;)




Droga nam dosłownie popłynęła w siną dal :)




Mój ogródek tak oberwał, że z wszystkich kwiatuszków mało co zostało, bo albo same dziury albo koszmarnie połamane




Wszystkie owoce pospadały a te co się utrzymały mają dziury eh szkoda, bo teraz wszystko gnije.
Do dziś walczę ze skutkami gradu, bo nie da się takich szkód ogarnąć w jeden dzień - zwłaszcza z takim pomocnikiem jak Mikuś :)

A pełni moich problemów dopełnił wylew taty. 
Mój tata od lat pracuje w Niemczech i w ubiegły poniedziałek miał wylew - nie wiadomo jak długo był nieprzytomny, bo akurat był wtedy sam. Już mu się poprawiało, ale niestety w sobotę się pogorszyło i miał drugą operację. W sumie ciągle się pogarsza, bo dziś doszło zapalenie płuc i zapalenie kory mózgowej. A przecież ma tylko 52 lata, a w tym momencie nie ma z nim kontaktu. Lekarze mówią, że słyszy, ale nie są pewni na ile widzi w tym momencie. Przed sobotnim pogorszeniem był sparaliżowany lewostronnie, ale mówił co prawda ledwo, ale jednak - teraz czekamy może antybiotyki mu pomogą.
 A ja mam na głowie teraz dom mamy i jej zwierzęta, więc mam dodatkową pracę. 
Oczywiście żebym się nie nudziła pojawiają się też inne problemy - dziecko mi się czymś struło i przez 3 dni miało sensacje żołądkowe. No i oczywiście nasze warszawskie M też nam ostatnio dostarcza sporo wrażeń opóźniając tym samym przeprowadzkę.

No to sobie ponarzekałam, ale się wygadałam i może mi pomoże, bo ja już momentami wariuje - doszło do tego, że szukam sobie różnych zajęć i teraz jak Mikuś biega z Prezesem to ja czyszczę z chwastów kostkę u teściów - wszystko byle nie myśleć.
Przepraszam za tak pesymistyczny post. 
Postaram się poprawić i wkrótce napisać coś bardziej wnętrzarskiego.

Buziaki!
Monika

22 komentarze:

  1. Wszystko będzie dobrze :) Trzymaj się i pamiętaj, że po każdej burzy wychodzi słońce. Ściskam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja już czekam co najmniej na tropiki ;)

      Usuń
  2. Oj trzymaj sie po udarze z dziadkiem jezdzilam na akupunkture bardzo mu to pomoglo a jak chcesz pogadac to pisz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Dobrze wiedzieć, że ma się takie dobre duszyczki obok siebie.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasami trzeba się wyżalić, uszy do góry, wszystko się poukłada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką mam nadzieję, że się to jakoś ułoży :)

      Usuń
  5. przytulam mocno, glowa do gory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle nie za wysoko bo podobno jak się chodzi z głową w chmurach to też nie za dobrze :)

      Usuń
  6. Hej, będzie dobrze; ogródek doprowadzisz do porządku, roślina nie nos-odrośnie :) Jeśli chodzi o Tatę to trzymam kciuki-wiem co czujesz, ale najważniejsze jest pozytywne myślenie.
    Pozdrawiam cieplutko-D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda roślinki odrosną, ale szkoda mi mojej pracy o tego dbania o nie każdego dnia, zwłaszcza że wystarczyło kilkanaście minut żeby to zniszczyć :) Muszę myśleć pozytywnie, bo w najgorszej sytuacji jest moja mama, bo ona to wszystko widzi na miejscu.

      Usuń
  7. Witaj Moniko. Słyszalam o tej nawalnicy gradowej, ach...szkoda kwiatkow, bardzo szkoda.
    Dumna z Ciebie jestem, ze napisalac prace i czekam z Toba do wrzesnia aby kciuki za obrone trzymac:)

    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak Cię dawno nie było :) No niestety mało co z kwitków mi zostało, ale po cichutku liczę, że się odbiją przynajmniej niektóre. Dziękuję pewnie wsparcie na obronę się przyda :)

      Usuń
  8. Trzymam kciuki zeby wszystko poszło dobrze ... trzymaj się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie :) Nawet takie wirtualne mi potrzebne :)

      Usuń
  9. To ja od góry: ja pracę mgr kończyłam pisać i szykowałam się do obrony, jak Młody miał 15 miesięcy - nie jest lekko, ale w jakiś dziwny sposób motywuje do działania. Więc trzymam kciuki - na pewno się uda. Roślinek rzeczywiście szkoda, ale tak to już latem bywa czasem. Lepiej, że roślinki, a nie dach np. A tacie też się poprawi i grunt to pozytywne nastawienie. Ważne, że ma dobrą opiekę i jest pod stałą kontrolą teraz. Sensacje synka nie ostatnie na pewno, ważne że minęły również. A mieszkanie nie zając - nie ucieknie. Chociaż domyślam się, że tak jak ja chcesz w końcu urządzić się, być całą rodzinką razem itd. - u mnie tak samo :)
    I pamiętaj, że gorzej już być nie może. Jak się wali to zawsze na całego. Więc teraz tylko z górki będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moniczko, trzymam kciuki :-D Oczekuj przesyłki :-*

    OdpowiedzUsuń
  11. kurcze ale Wam grad zniszczeń narobił,szkoda roślinek :/
    mam nadzieje,że z tatą będzie dobrze :) trzymam kciuki :**

    OdpowiedzUsuń
  12. Rany,ale masakryczny grad:( Takiej pogody,to nikt sobie nie życzy:( Pozdrawiam i słoneczka życzę:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Trzymam kciuki, żeby wszystko poszło w dobrą stronę!! :) Na pocieszenie mogę Ci powiedzieć, że znajoma parę lat temu też miała wylew, była nieprzytomna, miała paraliż i generalnie źle to wyglądało... Ale w ciągu miesięcy doszła do siebie i w chwili obecnej jest naprawdę dobrze (wiadomo leki, musi na siebie uważać, ale poza tym normalnie żyje). Wiara, że będzie dobrze i pozytywne myślenie jest bardzo ważne, chociaż wiem, że czasami trudne... A co do wspomnianej akupunktury to na pewno warto spróbować. Osobiście przekonałam się, że medycyna niekonwencjonalna potrafi zdziałać cuda i pomóc tam, gdzie nasza "oficjalna" medycyna rozkłada ręce...
    Wyobrażam sobie jak smutno musi Ci być patrząc na zniszczony ogród. Mnie w lipcu wichura złamała gałąź pomidora (bawole serce) i aż chciało mi się płakać (bo krzaczek też wychuchany od ziarenka). Ale w akcie desperacji wzięłam taką dużą, drewnianą wykałaczkę do szaszłyków i chusteczkę higieniczną i dosłownie zrobiłam z tego opatrunek. Myślałam, że nic z tego nie będzie, ale teraz na tej gałęzi rośnie parę pomidorów :D Tylko wykałaczki i chusteczki nie ruszam ;)

    Pozdrawiam Cię serdecznie, no i przede wszystkim głowa do góry, musi być dobrze :)))))
    Aga

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i poświęcony czas. Zapraszam do dalszego obserwowania moich zmagań z wymarzonym M :)